,,Zawrotny rytm fokstrota” Maria Jolanta Tokarska


Szalone lata dwudzieste, kiedy to świat wchodzi w nową epokę i chce nadrobić stracony czas wojny. Zawrotny rytm fokstrota i rewiowych popisów splata się z tradycjami, których usilnie stara się bronić starsze pokolenie, choć pod skórą czuje, że już nic nie zatrzyma tego pochodu wyzwolenia kobiet, szybkich automobili, krótszych spódnic i swobodniejszych obyczajów... Emma, córka zubożalego szlachcia, wychowana w wielkim, ale zapuszczonym z powodu ubóstwa pałacu pod Krakowem, wyjeżdża do Wiednia na zaproszenie bogatej przyjaciółki swojej zmarłej matki i jej szalonej, lubiącej zabawę córki. Ma się uczyć w konserwatorium, ponieważ jest bardzo utalentowana muzycznie, jednak razem z nową przyjaciółką wpada w nowoczesny świat dancingów, modnych magazynów i zabaw do białego rana.

źródło: okładka

TYTUŁ: Zawrotny rytm fokstrota
AUTOR: Maria Jolanta Tokarska
WYDAWNICTWO: Replika/2017
LICZBA STRON: 284

Cóż.

Początki bywają trudne i wszyscy doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Potrzeba czasu, by nabrać wprawy, w końcu trening czyni mistrza. „Zawrotny rytm fokstrota” to debiut pani Tokarskiej i mam wrażenie, że od początku ta książka wręcz krzyczy: „Hej, dopiero zaczynam!”, a kolejne strony tylko utwierdzają czytelnika w tym przekonaniu. Na takie odczucie wpływa wiele różnych czynników, ale przede wszystkim ta powieść zdaje się niedopieszczona, jakby napisana na łapu-capu, byleby coś wydać. Niestety, smutną prawdą jest, że „Zawrotny rytm fokstrota” to książka o wszystkim... i o niczym.

Fabuła

Prawdę mówiąc, ciężko mi stwierdzić, o czym i o kim dokładnie jest ta powieść, kto stanowi jej epicentrum, oś, wokół której wszystko powinno się kręcić. Najpierw przedstawiona zostaje historia Emmy, zubożałej szlachcianki, teraz szczęśliwej mężatki. Szalone lata dwudzieste i dancingi wspomniane przez opis na okładce pojawiają się jedynie w formie retrospekcji i nie zdają się grać pierwszych skrzypiec w tej powieści. Oprócz Emmy i jej męża Jana swoją działkę otrzymał także Konstanty Wilamowski – amant i łowca kobiecych serc, a także rodzina Wallenbergów i doktor Bruno, Austriak, który poznał piękno polskich kobiet. Gdybym chciała w tej chwili ująć fabułę w sztywno określone ramy, w dużym skrócie przedstawić wam, o czym ta obyczajówka tak właściwie opowiada, nie byłabym w stanie tego zrobić. Musicie mi zatem wybaczyć, że nie opiszę fabuły, ale zastanawiam się, czy ona w „Zawrotnym rytmie fokstrota” w ogóle istnieje. Pojawia się wiele wątków, ale tylko nieliczne są ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane, większość to luźne nitki, historyjki wplecione w nurt akcji ani niczego niewnoszące, ani nieuzasadnione. Nie ma tutaj zazębiających się wątków prowadzonych różnymi ścieżkami, które w finalnej części powieści łączą się w jedno i tworzą ogólny obraz historii. Tutaj każdy bohater zdaje się żyć swoim życiem, średnio ekscytującym, zresztą. Maria Jolanta Tokarska chciała w tej powieści zawrzeć za dużo, bo mamy tu miłość szczęśliwą i nieszczęśliwą, chorobę psychiczną, problemy rodzinne, samobójstwo, zaginione i cudem odnalezione dzieci, uprzedzenia na tle narodowościowym i wiele, wiele więcej. Wszystko to na niecałych trzystu stronach, niepowiązane, ginące w ogólnym chaosie i potęgujące odczucie rozgardiaszu. Pojawiło się też kilka niekonsekwencji w prowadzeniu wątków, co jest charakterystyczne dla tak... nieporządnie napisanych powieści, choć mnie kojarzy się z amatorskimi opowiadaniami publikowanymi w internecie. Autorka wprowadzała jakąś informację, kreowała nowy wątek, a później, jakby zupełnie o nim zapomniawszy, nie wracała do niego przez resztę powieści. Efekt był jedynie taki, że chciałam tę książkę jak najszybciej skończyć, a gdy to nastąpiło, nie umiałam sformułować praktycznie żadnego sensownego zdania czy wniosku. Poza tym że zupełnie mi się nie podobało.
Na wyśmienitego szampana zawsze jest dobra pora.
Bohaterowie

Zupełnie inaczej niż zwykle, bo bez wyszczególniania konkretnych postaci – bohaterowie byli płascy i papierowi, ich wypowiedzi nieżyciowe, a odbywane przez nich konwersacje nie miały prawa zdarzyć się w prawdziwym życiu. Każde słowo opuszczające usta którejkolwiek z postaci brzmiało sztucznie i nie na miejscu. Wszyscy wydawali się do siebie podobni, nikt nie był zarysowany w sposób wyrazisty, a jeśli pojawił się już ktoś przejawiający nieco mocniej uwydatnione cechy, bliżej mu było do ideału niż czegokolwiek innego. Bohaterowie stworzeni przez panią Tokarską zdawali mi się mdli i najzwyczajniej w świecie nudni. Żaden z nich nie był nawet ociupinkę interesujący, a co za tym idzie – czytanie tej książki dalekie było od sprawiania przyjemności.
Czy młode, czy stare, kobiety są takie same.
Język

Prosty i mało literacki, ale to zarzuty do wybaczenia. Czego jednak przełknąć nie mogłam, to wtrącania informacji zupełnie zbędnych i nikomu do szczęścia niepotrzebnych. To zresztą, po raz kolejny, maniera, którą można zauważyć we wspominanych przeze mnie wyżej amatorskich opowiadaniach. Ad rem, autorka przejawiała tendencję do karmienia czytelnika słownymi śmieciami. Dla zobrazowania: bohater nie widział bugatti. Widział bugatti, czyli ulubione auto polskich zawodników produkowane przez francuską firmę, założoną przez włoskiego konstruktora Ettore Bugattiego, specjalizującą się w produkcji sportowych i wyścigowych wozów. I dla jasności – tak, to bugatti było zupełnie nieistotnym elementem ;)
Przecież serce to samotny myśliwy.
Podsumowanie

Wybaczcie, że krótko, że pewnie gorszej jakości niż zwykle, ale nie jestem w stanie inaczej. „Zawrotny rytm fokstrota” to zdecydowanie jedna z najgorszych powieści, jakie przeczytałam w tym roku, a może i generalnie. Wszystko mi się w niej nie podobało i nawet usilne próby znalezienia jakiegoś dobrego aspektu spełzły na niczym. Pomysł może i miał potencjał – lata dwudzieste, dancingi – taki klimat brzmi świetnie. W gruncie rzeczy jednak atmosfery lat dwudziestych było tutaj tyle, co kot napłakał, a tylko ze względu na nią zdecydowałam się tę książkę przeczytać. 

Przykro mi, ale jestem na nie. Bardzo na nie.

Ocena: 2/10

Ściskam i całuję,
S.

Za zaufanie i możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Replika.

nieksiazkowy

Sandra, lat dziewiętnaście, studentka. Indywidualistka, pożeraczka książek, wyznawczyni przecinkologii.

14 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale to nie jest coś dla mnie - zdecydowanie. Choć miejmy nadzieje, że w przyszłości autorka napisze coś lepszego :) Trening czyni mistrza!

    Pozdrawiam,
    Books Holic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debiut jeszcze niczego nie przesądza, racja :)

      Usuń
  2. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym tytułem, ale gdybym natknęła się na ową książkę to z pewności kupiłabym ją ze względu na opis :) Kocham lata 20. ♥ Jednak po Twojej recenzji jest niesamowicie zdołowana, że książka z takim opisem jest taka słaba :(

    Świetna recenzja! :*
    Ściskam i zapraszam do mnie ♥
    oliviaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam równie zdołowana, co Ty, bo liczyłam na świetną historię, a przynajmniej dobrą :(

      Usuń
  3. Nie słyszałam o tej książce, ale z tego, co widzę, to straciłam niewiele ;) Skoro tak nisko ją oceniasz, to raczej nie zamierzam próbować, bo już widzę, że to nie moje klimaty...


    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie mogę nawet powiedzieć, że warto byłoby dać jej szansę. Nie ma czemu...

      Usuń
  4. Bardzo podoba mi się twój blog i na pewno zostanę na dłużej. Pozdrawiam cieplutko https://ksiazkialeksandry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog! Jak i świetna recenzja ;) Zdecydowanie będę tu wpadać częściej.

    Pozdrawiam ♥
    adventureinthelibrary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż serce rośnie od takiego komentarza :)

      Usuń
  6. Nie słyszałam o tej pozycji i chyba na dobre mi wyszło :)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dość mało popularna sierpniowa premiera.

      Usuń
  7. Ależ ogromna szkoda! Również pierwszy raz słyszę o tej pozycji, ale tytuł tak bardzo mnie zachęcił, choć nie czytam obyczajówek. Tak bardzo chciałoby się poczuć ten zawrotny rytm, szczególnie, że tak zapowiadał tytuł. Od razu przyszła mi masa energii, gdy pomyślałam o tym tańcu, a tu po Twojej recenzji widzę, że w zasadzie od początku do końca, to było jedno wielkie rozczarowanie.

    No cóż, w takim razie nie ma sensu liczyć na cud i szukać tej pozycji. Świetna recenzja!

    Pozdrawiam!
    Cass z Cozy Universe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Dokładnie ten zawrotny rytm chciałam poczuć, a niestety moje odczucia byłe od tego bardzo dalekie :(

      Usuń

Każda opinia jest ważna! :)

Instagram

Wygląd bloga dostosowany do przeglądarki Google Chrome.